Sadze, ze golym okiem mozna stwierdzic jak mocno Fletch byl (jest) przyklejony do Gore'a. Gdyby zalozyc, ze Fletcha nigdy nie bylo w Depeche Mode i sklad przedstawialby sie jako DG, MG, AW i ew. ktos czwarty - to Wilder raczej by nie odszedl. Jednym z powodow jego odejscia byl nierowny podzial obowiazkow i wynagrodzenia - albo paradoksalnie wlasnie rowny... robil 500 razy wiecej od Fletcha a dostawal mniej wiecej tyle samo.
Dlaczego sie wypieli? W mojej teorii to raczej Alan sie wypial na nich a nie oni na niego. A to w sumie zasadnicza roznica.

Sadze, ze Dave byl najbardziej swiadom, ze odejscie jedynego muzka z krwi i kosci bedzie oznaczac diametralne pogorszenie tego jak bedzie brzmiec Depeche Mode (chociaz wtedy nawet nie bylo wiadomo czy grupa jeszcze przezyje). Fletch i Gore raczej wszedzie trzymaja sie razem. Jak ktos mial odejsc to niestety do odstrzalu pierwszy z calej 4-ki byl tylko Alan i niestety nikt inny.
Jakis czas temu wysnulem sobie teorie... nie obrazilbym sie gdyby Depeche Mode sie rozpadlo z takim efektem, ze nagle Gahan bedzie tworzyc z Alanem. Taki duet i nic do szczescia nie potrzeba - wokal mamy z Depeche Mode a brzmienie mamy starego (najlepszego) Depeche Mode. Nawet gdyby Gahan przejal paleczke kompozytorska o nic bym sie nie martwil, wiedzac, ze za dzwiek odpowiedzialny jest Mr. Emulator.

Gore by sobie napisal jeszcze z 2-3 Counterfeity a Rudy by do konca zycia jadl swoje tosty hawajskie w Gascogne.
Tak by moglo byc. A sie rozmarzylem.
