
Porcupine Tree, czyli drzewo jeżozwierza to jeden z najgenialniejszych dla mnie zespołów... Godni następcy Pink Floyd i jedni z niewielu współcześnie wykonujący gatunek psychodelicznego rocka progresywnego
Powstali w 1987 roku, początkowo jako żart (!). Motor napędowy całego przedsięwzięcia Steven Wilson i jego przyjaciel Malcom Stocks podchwycili niemal całkowicie fikcyjną historię legendarnej grupy z lat 70-tych. Uzupełnili członkami nie istniejącego zespołu oraz absurdalną dyskografią i nazwali - The Porcupine Tree. Dla poparcia tej historii Steven nagrał kilka godzin muzyki nagranej przypuszczalnie przez wymyślony zespół.
Do dziś nie ulegają modzie na granie niewdzięcznego pop-rocku, jednak wciąż ewoluują dodając do swej muzyki np. elementy metalu. Wciąż jednak to jest to są te same Jeżozwierze
Co ważne, dość często występują w naszym kraju (w marcu grali mi pod nosem, a ja nie mogłam tam być
Malutka dawka twórczości razem z klipami (ktoś chętny na więcej muzyki, zapraszam na PM):
Blackest Eyes - hit absolutny
Lazarus
